Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czechy. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 września 2016

Sierpień/Wrzesień - Indonezja, Czechy, Belgia... i więcej.

I znów wielki powrót! W wakacje nie miałam zbyt wielu pocztowych przygód - pracowałam dużo i nie miałam ani czasu na odpisywanie na listy, ani pieniędzy na inwestowanie w pocztówki. Teraz jednak mogę wydać trochę oszczędności na pocztówki i swapy... :)

Ostatnio w mojej skrzynce pojawiła się koperta z wykaligrafowanym pięknie moim imieniem i nazwiskiem. Przebyła ponad 10 tysięcy kilometrów z dalekiej Indonezji, od dziewczyny imieniem Hanifati.





Od rodziców, przebywających na urlopie w Czechach, dostałam przepiękną kartkę z obrazem Alfonsa Muchy, jednego z moich ulubionych malarzy. Mam już jedną pocztówkę z jego obrazem w kolekcji - tamta jednak przyszła z USA, nie z kraju Muchy.



Pocztówka z Polski również się pojawiła - zdarzyło mi się w te wakacje wygrać bilet do teatru w Gdańsku. Niestety, miałam wtedy zmianę w pracy, traf jednak chciał że akurat w Gdańsku przebywała moja nauczycielka z liceum (pozdrawiam panią Martę!) i aby bilet się nie zmarnował, przekazałam jej wejściówkę w zamian za tę piękną kartkę w stylu retro. Pocztowcy, niestety, trochę kartkę wygięli i pobrudzili...



W lipcu pojawił się też w skrzynce list od Arwen, mojej penpalki z Wielkiej Brytanii, napisany na papierze z Emily the Strange. Drugi list, który zawitał u mnie, jest od Sachy z Belgii i zamknięty został prawdziwą woskową pieczęcią :)



Pieczęć, jak widać, ma nawet jej inicjał:


Na koniec zostawiam dwie paczki z Niemiec - jedną od Pauliny, ze zdrowymi przekąskami, herbatą i kosmetykami, a drugą od Sandry, z artykułami papierniczymi.



A w środku:





 

Natomiast od Sandry otrzymałam dużo różnych gadżetów, cukierki i kilka herbat ziołowych z dodatkiem chilli. 



Muszę nadrobić zaległości blogowe, bo od ponad miesiąca tu nie zaglądałam. Pojawię się pewnie dopiero, gdy nadejdzie wyczekiwana paczka z Bułgarii... :)

wtorek, 3 lutego 2015

List z Chin i kartka z PostcardsUnited!

Parę dni temu w mojej skrzynce pojawił się wyczekiwany list od Rity, mojej nowej penpalki z Chin. Poznałyśmy się na oficjalnym forum Postcrossing.com, gdzie zamieściłam ogłoszenie o poszukiwaniach osób do wymiany pamiątek i korespondencji. Gdy przeczytałam list Rity, byłam zaskoczona - okazało się, że ma jedynie 12 lat, a do tej pory rozmawiając z nią miałam wrażenie, że jest moją rówieśniczką. Rita dobrze porozumiewa się po angielsku i jest bardzo sympatyczna :) Szczególnie spodobał mi się sposób w jaki ozdobiła kopertę, aby nie wysyłać pierwszego listu w zwykłej i nudnej białej papierówce. 



 List dotarł niesamowicie szybko, bo w zaledwie tydzień. Zazwyczaj przesyłki z Chin docierają do mnie po 2-3 tygodniach, ale może to kwestia tego że tak mały list nie tkwił przez tydzień w Urzędzie Celnym.



Ta moneta to 1 fen, najmniejsza jednostka chińskiej waluty. Chiński Yuan dzieli się za 10 Jiao, a jeden Jiao na 10 fenów. Co przedstawia rewers monety? Jest to, jak można się domyślić, ryż :)




Dostałam też takie pocztówki - obydwie świetne! Na odwrocie kartki z aparatem Rita poinformowała mnie, że chińczycy, zamiast klasycznego "cheese" do robienia zdjęcia mówią "kachaa" :)

Poza listem od Rity w skrzynce leżały również dwie kartki - w tym jedna (pierwsza kwadratowa w mojej kolekcji) z PostcardsUnited. Byłam mile zaskoczona krajem, z którego została wysłana, bowiem były to Czechy. Zawsze najpierw patrzę na tył kartki, kolejną miłą niespodziankę miałam więc, gdy odwróciłam pocztówkę, by zobaczyć widniejący na niej obrazek:


Jako posiadaczka trzech kotów, w tym jednego łobuza, nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. Choć kota niewątpliwie byłoby mi szkoda, gdyby miał bliższe spotkanie z kaktusem, zdjęcie na pocztówce jest niesamowicie komiczne, kiedy wie się, jak uparte i zawzięte potrafią być te stworzenia. Kartka szła do mnie tydzień, co jest standardowym czasem dla pocztówek na trasie Czechy-Polska (przynajmniej dla mnie, mieszkającej w Szczecinie).

Obydwa te cudeńka dotarły w zeszłym tygodniu - ten tydzień jeszcze trwa, wstrzymam się więc chwilowo z wrzucaniem całej reszty. A jest co pokazywać, bo dotarł między innymi słodyczowy swap z Litwy, na temat którego mam wiele do powiedzenia...


wtorek, 20 stycznia 2015

Herbaty z dziś i nie tylko

Zapewne wspominałam już o tym, że nie wymieniam się jedynie pocztówkami - ba, pocztówki to ostatnio raczej mniejsza część mojego hobby. Ostatnimi czasy wkręciłam się w wymiany słodyczy i herbat. Jakkolwiek z przekąskami bywa różnie, bo umawiane swapy z Facebooka często nigdy nie docierają, tak herbaciane wymiany zawsze się sprawdzają. Dziś w skrzynce pojawiła się niewielka, szara koperta z Ukrainy - zupełnie niepozorna, ale skrywająca herbaciane niespodzianki prosto zza wschodniej granicy. Nie wiem, co powie na to mój chłopak, uparcie twierdzący że piję niezdrową wręcz ilość herbaty... ale ja jestem szczęśliwa :D



Moja minimalna (ale jednak) znajomość rosyjskiego pomogła mi w zrozumieniu ukraińskich napisów na torebkach. Dałabym sobie radę i bez tego, bowiem z drugiej strony każdej torebki jest ten sam napis po angielsku, ale sprawia mi frajdę odczytywanie takich napisów. Są to więc zielona herbata z miętą, czarna z bergamotką, zielona z limonką, zielona z jasminem oraz czekoladowo-truskawkowy rooibos.


Tu jeszcze kilka z herbat, które do mnie trafiły - niestety nie wszystkie, bo opakowania od części z nich wyrzuciłam, myśląc że pewnie mnie to hobby nie wciągnie. Z ciekawszych egzemplarzy są tu japońska wędzona zielona herbata, która smakowała jak kawa, waniliowa herbata Twinings (przyszła jednak z Włoch nie z Wielkiej Brytanii) oraz Olet Ihana, owocowy susz z Finlandii, od mojej koleżanki Jonny. Są tam też takie cuda jak włoska malina z echinaceą i dzika róża z Turcji :)
Dużo herbat - i to bardzo dobrych - dostałam z USA. Trafił się tam też taki cudak jak organiczna herbata ze skorupki kokosa i kakaowca... nie była zbyt dobra, ale podobno to herbaciany hit wśród amerykanów.

A wy, wymieniacie się czymś poza pocztówkami?

poniedziałek, 31 marca 2014

Ostatnie dni marca...

Witam ciepło! :)
Na sam początek ważna informacja - wraz z kilkoma osobami z Postcrossingowej grupy na FB robimy zbiorowe zamówienie ze strony UlitCard.ru. Jeśli ktoś chciałby jeszcze dopisać się do zamówienia, proszę o kontakt! Zamówienie mamy już za 4 tysiące rubli, więc wysyłka z Rosji darmowa, a kartki nie kosztują więcej niż 80-90 gr za sztukę.

Dzisiaj moja skrzynka była baaaaardzo szczęśliwa - nie dość, że przyszła zamówiona przeze mnie książka, na którą czekałam (Terry Pratchett - Wyprawa Czarownic), to jeszcze poza nią czekały na mnie dwie piękne kartki i bardzo egzotyczny list!


Tę kartkę dostałam od Any-Marii z Sibiu w Rumunii. Przedstawia ona tzw. Sasów Siedmiogrodzkich, czyli potomków niemieckich osadników sprzed setek lat. Są oni ubrani w swoje tradycyjne stronie.


Te słodziaki przyszły do mnie z Brna w Czechach. Pani Hanka na odwrocie kartki napisała (zgodnie z moim życzeniem) o swoim zwierzaku - wesołym psiaku imieniem Charlie.



A oto i specjalność dnia dzisiejszego - list ze Sri Lanki! Szedł do mnie prawie miesiąc, ale najważniejsze że dotarł - wraz z prezentami - magnesem na lodówkę i drewnianym breloczkiem. Jak już wspominałam, uwielbiam słonie, więc byłam bardzo szczęśliwa :) Przysłał mi to młodszy kilka lat ode mnie chłopak imieniem Sujan.


No i parę słów o kartkach, które jakoś ominęłam lub przegapiłam - jedna "oficjana" z Rosji, a druga z ustawionego swapu... z Lublina! 

Śliczna kartka z obrazem Natalii Derevyanko od Kateriny z Rosji. Została wysłana z Togliatti - miasta, którego nazwa zawsze kojarzyła mi się bardziej z Włochami niż Rosją. A to dlatego, że nazwano miasto tak na cześć włoskiego komunisty Palmiro Togliattiego.



A to kartka z Lublina, a właściwie z miejscowości o nazwie Bychawa. Nadawczyni, Diana, bardzo się rozpisała, ale cieszy mnie to, bo lubię czytać, co mają do opowiedzenia o sobie i swoich miastach inni postcrosserzy :)

No i przyszedł też list z USA, od mojej rówieśniczki Shawny, z miasta o intrygującej nazwie Montezuma.
Zdjęcia, niestety, nie mam, ale również i ona napisała wiele o sobie, dzięki czemu znalazłyśmy kilka wspólnych tematów na kolejne listy. 


A jak miały się wasze skrzynki w ostatnich dniach tego miesiąca? :)